Świat medycyny cały czas zasilany jest innowacyjnymi
rozwiązaniami technologicznymi. I nic w tym dziwnego, bowiem zdrowie to jedna z
najważniejszych kwestii w naszym życiu. Tutaj chyba nikt nie ma wątpliwości.
Rozwój techniki sprawił, iż w ciała pacjentów wszczepia się
różne obce elementy lub urządzenia. Nie, nie jest to jeszcze cybernetyka z
prawdziwego zdarzenia, a przynajmniej nie w tych powszechnych zabiegach znanych
od lat. Tym niemniej, na przykład nowoczesne rozruszniki serca posiadają już
swoje własne oprogramowanie, a nawet specjalne nadajniki, dzięki którym mogą
pobierać nowy software albo zmieniać ustawienia.
Jeszcze niedawno, przegląd takiego oprogramowania odbywał
się w gabinecie lekarza, ot podczas zwykłej rutynowej kontroli. Aby jednak
zaoszczędzić czasu zarówno specjalistom jak i pacjentom, niektórzy chorzy
otrzymali już możliwość zdalnego dostępu do panelu kontrolnego rozrusznika
serca. Choć brzmi to niebezpiecznie, to jednak chodziło jedynie o rutynowe
aktualizacje i przesył danych z czujników.
Prawdziwy niepokój może budzić fakt, iż naukowcy odkryli
ostatnio, iż część tych urządzeń zawierała luki bezpieczeństwa, które mogą
zostać wykorzystane przez cyberprzestępców. Osoby niepowołane mogłoby
wykorzystując nieostrożność „użytkownika” zmienić ustawienia rozrusznika, co w
ostateczności groziłoby tragedią. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków
(FDA) wydała nawet specjalny komunikat, w którym wezwała zarówno lekarzy jak i
chorych, aby jak najszybciej wykonali aktualizację software’u do wersji „załatanej”
przez producenta.
Jeżeli drodzy jaskiniowcy myślicie, że to odosobniony
przypadek, to już w 2016 roku mieliśmy podobną sytuację z rozrusznikach i defibrylatorach
produkowanych przez St. Jude Medical. Dostęp do panelu kontrolnego odbywał się
za pośrednictwem strony internetowej i choć jednym z warunków była konieczność
przebywania urządzenia w pobliżu, to jednak specjaliści od zabezpieczeń
wskazali sposoby na nieautoryzowany dostęp. Hakerzy mogli potencjalnie wykraść
dane z rozrusznika jak również przeprowadzić rekonfigurację jego pracy.
Kolejny przykład? Niemiecki badacz zdołał podczas testów
wyłączyć zdalnie przez internet funkcję wentylacji w urządzeniu do
znieczulenia. Wystarczyło zwykle połączenie z siecią, aby zhakować sprzęt.
Powód? Maszyna korzystała z standardów bezpieczeństwa z 1990 roku.
Jest dla mnie oczywiste, iż branża IT będzie musiała
zmierzyć się już wkrótce z zasadniczym problemem: jak skutecznie zabezpieczyć
sprzęt medyczny. To trudne zadanie!
Na razie mówimy o prostych połączeniach, o próbach zmiany
ustawień, które mogą prowadzić do tragedii. Ale jeśli medycyna będzie się
rozwijała w takim tempie to być może już niedługo wszyscy będziemy korzystać z elektronicznych
stymulatorów nerwowych czy też cyberwszczepów. Łatwo sobie wyobrazić, iż
cyberprzestępcy zapewne stworzą wtedy odpowiednio dopasowane wirusy czy też
trojany.
To już czysta fantastyka, ale być może w przyszłości
złośliwe oprogramowanie może zmusić daną osobę do nieprzyjemnej reakcji
fizjologicznej, albo na przykład wykraść obraz kodu bankowego prosto ze
sztucznej siatkówki rozszerzonej rzeczywistości. Możliwości są nieograniczone.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz